Przemyślenia

Dlaczego NIE pojechałbym do Maroka drugi raz?

pojechałbym do maroka

Na letni urlop, który wypadał mi w drugiej połowie czerwca czekałem już od kwietnia. Prawie skreślałem dni w kalendarzu nie mogąc się doczekać zasłużonego odpoczynku. W głowie miałem jasno nakreślony plan. Pierwszy tydzień w Maroko, trzy dni w rodzinnych stronach, a później Opener Festival w Gdyni i powrót do Londynu. Idealnie. Prawie.

Maroko – all inclusive i inne duperele

Wraz z Sarą zaczęliśmy się rozglądać za wakacjami już w grudniu ubiegłego roku. Powodów było kilka, cena, planowanie następnych 12 miesięcy (my na serio tyle w przód planujemy) i moja zmiana pracy gdzie chciałem powiedzieć, że ja już wakacje mam kupione, zarezerwowane i nie ma mowy o przesuwaniu choćby się waliło i paliło.

Usiedliśmy i wybieramy. Odpadają kraje, w których była moja ukochana czyli: Turcja, Hiszpania, Egipt, Grecja, Wyspy Kanaryjskie, Majorka i Chorwacja i w których byłem ja: *puste pole zostawione celowo*.

Padło na egzotykę – Maroko. Chociaż tanio nie było mówię sobie, że raz się można wysilić i coś położonego dalej zobaczyć. Poszło all inclusive, 4* hotel, baseny i te sprawy. Myślę sobie: będę dobrze jadł, pił i poznawał kulturę.

16 czerwca, 22:47, Katowice-Pyrzowice – Agadir, lecimy.

pojechałbym do maroka

Mówiłem, że będę jadł

Jestem człowiekiem słownym, więc tak jak powiedziałem tak też zrobiłem. Niestety okazało się, że hotelowe jedzenie było okropne. Niedoprawione i bez smaku. Wystarczy powiedzieć, że spagetti to był makaron z sosem ze słoika. Bez żadnych dodatków.

Żeby nie było, oprócz jedzenia w miejscu naszego pobytu byliśmy jeszcze w 3 restauracjach. Wszędzie było to samo. Oczekiwałem czegoś ciekawszego, ale bez przypraw to ciężko coś wykrzesać.

Podsumowaniem tego jak dobre było jedzenie jest historia o jednej z mieszkanek naszego hotelu. Ostatniego dnia na 2 godziny przed odlotem mieliśmy jeszcze okazję zjeść ostatnią wieczerzę. Oprócz nas Polaków mieszkali tam jeszcze Anglicy i Francuzi. Tak oto świeżo przybyła Francuzka (była tam dopiero drugi dzień) biorąca udział w tej samej kolacji co my, obeszła restaurację dwa razy i… rozpłakała się. Miałbym trochę współczucia, ale sam spędziłem tam cały tydzień na koniec, którego żywiłem się jedynie bułkami z masłem.

 

pojechałbym do maroka

Troszkę nachalni Ci tubylcy

Chciałem być człowiekiem światowym to więc warto wychylić nos poza kurort. Tak też zrobiliśmy wraz z Sarą już pierwszego dnia. Przykro to mówić, ale szybko tego pożałowałem. Idziemy sobie promenadą przy pobliskiej plaży, słońce, morze i lekki przyjemny wiaterek. Wtem zostajemy zaczepieni z pytaniem czy chcemy tatuaż z henny. Uprzejmie odpowiadamy, że nie. Chyba nie zrozumieli, bo dopiero po czwartym razie się od nas odczepili.

 

pojechałbym do maroka

Uszliśmy dosłownie kilkanaście metrów kiedy to znowu zostaliśmy zaczepieni. Tym razem czy chcemy wypożyczyć elektryczny rower. I znowu też musieliśmy kilkukrotnie powtarzać, że nie chcemy.

Wisienką na torcie jest to, że odkryłem w sobie super moc. Otóż potrafię zatrzymać taksówkę jednym krótki spojrzeniem. W dalszej części naszego spaceru szliśmy wzdłuż czarnej, asfaltowej drogi. Okazało się, że w Agadirze od zatrzęsienia jest pomarańczowych taksówek. Nie jestem przyzwyczajony do tego widoku, więc mimowolnie spojrzałem na jedną przejeżdżającą obok. Taksówkarz dostrzegł mój wzrok i zatrzymał się przy krawędzi chodnika. Zaczął ręką wołać nas do siebie proponując podwózkę. Jak zwykle odmówiliśmy i jak zwykle to było za mało żeby Pan dał nam spokój. Standard to odmowa x3, jak przy rozmowie z call center.

Będąc na wycieczce w Marakeszu przechodziliśmy przez Suki, sklepowo-targowy labirynt. Na prawo i lewo wzrokiem wodzili za nami zgłodniali zarobku sprzedawcy. W ich sidła wpadliśmy i my. Marchewką, która przyciągnęła naszą uwagę były „oryginalne” torebki – Prada, Louis Vouitton, YSL i inne. Wiedząc już na co się piszę zapytałem za ile ta torebka, wskazując palcem na Pradę. 60 Euro rzucił sprzedawca. Powiem, że mnie zaskoczył. Kulturalnie podziękowałem. Zrobiłem krok w stronę wyjścia, 50 Euro. Zrobiłem drugi, 40 Euro. Zrobiłem trzeci, byłem na zewnątrz.

Marakesz – znany, ale tyłka nie urywa

Jednym z głównych punktów całego pobytu w Maroku była wycieczka do Marakeszu (za osobną dopłatą rzecz jasna). Naczytałem się, że to miasto koniecznie trzeba odwiedzić, a ichniejszy plac wpisany jest na światową listę dziedzictwa UNESCO.

Po drodze do miasta mieliśmy krótki postój, bo jakieś kozy na drzewo wlazły.

pojechałbym do maroka

Pierwszym punktem zwiedzania były ogrody Yves Saint Laurent, które znajdowały się w otoczeniu jego domu. Ogrody były bardziej okazałe niż sobie je wyobrażałem. Było w nich rozlokowane kilka fotografii samego twórcy. I to jest najciekawsze miejsce, które udało mi zobaczyć w Maroku. Tym bardziej, że w tych właśnie ogrodach rozsypano prochy artysty.

pojechałbym do maroka

pojechałbym do maroka

Nie zabrakło też odwiedzin w pałacu, który ponoć miał robić wrażenie na europejczykach przybywających z wizytą. Kręte korytarze mające zapewnić prywatność (wezyr żył w prawdziwym haremie) oraz niezbyt bogaty wystrój nie zachęcały do dłuższego zwiedzania. Na plus na pewno wypadła kolorystyka.

pojechałbym do maroka

 

Na końcu trafiliśmy na ten legendarny plac, na którym stało parę straganów (z których ciągle ktoś nas wołał) i zaklinacze węży (którzy za zdjęcie żądają pieniędzy). Przy zakupie czegokolwiek trzeba było uważać na to czy nie ma tam robaków.

pojechałbym do maroka

Dobre strony

Chociaż tu i tam narzekałem na pewne rzeczy to przyznaję, że całościowo wyjazd był dosyć ciekawy. Było to moje pierwsze zetknięcie z kulturą arabską. Targowanie się jest interesującym elementem. Jeśli widzisz przedmiot obok, którego nie ma ceny oznacza to, że trzeba będzie ją ustalić, a sprzedawca zazwyczaj wychodzi od bardzo zawyżonej kwoty (patrzy przykład z torebką Prady wyżej). Żałuję, że nie miałem więcej czasu i pieniędzy żeby poćwiczyć swoje umiejętności. Dodam tylko, że magnes w jednym miejscu kupiliśmy za 4 Euro, aby w innym mieście dostać bardzo podobny za 0,5 Euro.

#Handlarz 🙂

Maroko? Jak najbardziej, ale tylko na raz. Nie pojechałbym do Maroka ponownie.

Jeśli stwierdziłeś, że za dużo narzekam to kliknij i przeczytaj wpis Sary. Jej się bardziej podobało.

Ode mnie jeszcze parę zdjęć na koniec.

pojechałbym do maroka

pojechałbym do maroka

pojechałbym do maroka

pojechałbym do maroka