Londyn

Londyn – ja nie chciałem tu mieszkać

Londyn ja nie chciałem tu mieszkać

Londyn to największe miasto w Europie, centrum finansowe i turystyczne starego kontynentu. Miejsce, w którym skrajna bieda przeplata się z przepychem i bogactwem. Gdzie idąc chodnikiem mijasz bezdomnych śpiących po kątach, aby na światłach przepuścić Ferrari i Maserati. Jest to też miejsce do, którego niespecjalnie chciałem przyjeżdżać.

Londyn ja nie chciałem tu mieszkać

2015

Kiedy ponad dwa lata temu szykowaliśmy się do wyjazdu nie czułem się ani pewnie ani przyjemnie. Setki tysięcy Polaków wygoniło za granicę bezrobocie, bieda i poszukiwanie lepszego życia. Nie byłem jedną z tych osób.

Wręcz przeciwnie. W Polsce żyło mi się całkiem dobrze. Kończyłem studia magisterskie w finansach i rachunkowości. Miałem już prawie trzy lata doświadczenia. Do tego minimum dwa razy w miesiącu zaczepiał mnie rekruter z pytaniem czy nie szukam przypadkiem „nowych wyzwań”.

To naprawdę daje poczucie komfortu i dodaje pewności siebie. Młody, wykształcony, z doświadczeniem w sektorze, w którym specjalistów brakuje. Tylko przebierać w ofertach, przeprowadzać się do dużego miasta (pochodzę z miejscowości w okolicach Opola) i…żyć.

Jednak rok 2015 to był rok, w którym wraz z, wtedy dziewczyną, a dzisiaj narzeczoną, postanowiliśmy zaryzykować i przeprowadzić się do Londynu.

Londyn ja nie chciałem tu zamieszkać

Londyn to…

Bez owijania w bawełnę. Londyn to był strach i niepewność. W Polsce mogłem sobie cwaniakować. Miałem stabilną i dobrze płatną pracę, nadal mieszkałem rodzicami, a moje studia miały się zaraz kończyć.

Co wiedziałem o Londynie? Stolica Wielkiej Brytanii, zamieszkuje go królowa i premier. Dodatkowo London Eye, Big Ben, Tamiza i Madame Tussauds. Tyle co dowiedziałem się z książek na lekcjach angielskiego.

Co wiedziałem o rynku pracy? To, że istnieje i jest na nim dużo ofert pracy. Wtedy nie wiedziałem, że jest to związane po prostu z jego rozmiarem. Pocieszała mnie myśl, że może i ja coś znajdę.

Niepewność i brak doświadczenia pchnęły mnie do zakupienia profesjonalnie zrobionego CV i listu motywacyjnego napisanego przez firmę ze Stanów (została mi ona polecona) za 350 USD. Tak. To nie jest ściema. Strach popchnął mnie wtedy do wydania około 1300 zł za dwa podstawowe dokumenty.

Sam nie umiałem napisać żadnego na miarę takiego rynku. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Postanowiłem się zabezpieczyć.

W sierpniu 2015 wylecieliśmy w kierunku Londynu.

Londyn ja chciałem tu mieszkać

2015/2016

Na pewno z doświadczenia i ze słyszenia wiesz, że początki są trudne. Otóż wyprowadzam z błędu. Początku są cholernie trudne. I nie mówię tutaj o takich pierdołach jak lewostronny ruch czy brak kontaktów w łazience.

Londyn jest cudownym miejscem. Jeśli się orientujesz jak w nim żyć. Nam nie było łatwo. Nie przeprowadzaliśmy się z Warszawy. Nie żyliśmy nigdy „na swoim”. Nie znaliśmy lokalnego prawa. A to jest miasto, które tylko czeka żeby ograbić Cię z gotówki.

Wynajęcie pierwszego lokum to było nie lada wyzwanie. Ponure pokoje i wątpliwi współlokatorzy nie zachęcali nas do rozpoczęcia nowego życia. Najemca się uśmiecha i chce tylko pieniędzy. O usterkach oczywiście nie wspomni, a po podpisaniu umowy to już prawie obcy ludzie jesteście.

Czynnikami, które nas uratowały byli nasi znajomi, którzy odebrali nas z lotniska i u których mieszkaliśmy tydzień oraz Sara. Dzięki jej zawziętości i nieustępliwości charakteru pokój zamieniliśmy na własną kawalerkę. Warto było.

Londyn jest niesamowitym finansowym ćwiczeniem. Przeprowadzając się z Polski trzeba o tym pamiętać.

Londyn ja nie chciałem tu mieszkać

Praca w Londynie

Po zostawieniu swojej strefy komfortu 1500 km za sobą nie było wyjścia. Musiałem znaleźć pracę, która da nam utrzymanie.

Problemem były ambicje, które nie pozwalały mi przyjąć pracy poniżej pewnego określonego poziomu wywiezionego z Polski. Akurat moja finansowo-księgowa pozycja była całkiem przyjemna. Z perspektywy czasu przyznam, że byłem idiotą.

Moje dumne podejście spowodowało przepalenie sporej ilości naszych oszczędności. Mleko się rozlało. Polak mądry po szkodzie. Nie ma co rozpamiętywać.

Czego nauczył mnie rynek pracy w Londynie?

1) Liczą się znajomości – to jest najszybsza droga do znalezienie dobrej pracy

2) Ten kto ma doświadczenie i umiejętności będzie przebierał w ofertach pracy. Ten kto nie ma, będzie otwierał maile z odrzuceniem jego aplikacji i miał problem z dostaniem zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną

3) 50 lub nawet 100 aplikacji na jedno stanowisko to nic niezwykłego. Często o odzewie decyduje kolejność aplikowania. Jeśli znajdą trzech dobrych kandydatów w pierwszych 30 aplikacjach to do reszty mogą nawet nie zajrzeć

4) Rekruterzy nakręcają makaron na uszy. Dla 99% liczy się tylko jedno – prowizja. Mówisz im, że szukasz tylko stałych pozycji to próbują Ci wcisnąć kontrakt na 6 miesięcy. Odmówisz im dwa razy to przestaną się do Ciebie odzywać, bo jesteś tym wybrednym

Po tej ciągłej walce przez pierwsze 12 miesięcy zdążyłem się wiele nauczyć. Nic tak nie rozwija jak brak innych opcji i bycie przyciśniętym do ściany.

Londyn ja chciałem tu mieszkać

Dzisiaj jest już…

Naprawdę dużo lepiej. Jesteśmy tutaj dopiero dwa lata, a życie wydaje się ciągle nabierać tempa. Nie chciałem tutaj przyjeżdżać, bo w Polsce żyłem jak pączek. Bezpiecznie, pewnie i stabilnie.

Cieszę się, że życie potoczyło się w ten sposób. Oprócz typowo przydatnych umiejętności kompletnie zmienił mi się światopogląd. Ale dzisiaj nie o tym.

Wyjście ze strefy komfortu jest okropnym przeżyciem. Dopiero po przejściu najgorszego nabiera się wiary we własne możliwości. I niestety, po jakimś czasie tworzy „nową strefę komfortu”. Sam właśnie wpadłem w taką londyńską.

Może oznacza to, że czas na następną przeprowadzkę? Może Japonia? 🙂

Zachęcam do przeczytania co po dwóch latach mieszkania w Anglii zmieniło się u Sary.