Londyn

Brytyjska służba zdrowia po raz drugi

brytyjska służba zdrowia

Jeszcze niedawno bulwersowałem się na angielską służbę zdrowia, bo kiedy pojawiłem się u nich z rozgorączkowaną Sarą odmówili wypisania antybiotyku. O pierwszym starciu z NHS (odpowiednik NFZ) więcej można przeczytać tutaj.

To była dla mnie nowa sytuacja, która mnie zaskoczyła. Kiedy jeszcze mieszkałem w Polsce i pojawiałem się w przychodni z gorączką na poziomie 39 stopni to od ręki dostawałem antybiotyk. Było super. Jednak w tym oto wyspiarskim królestwie ktoś miał odmienne zdanie. Trzeba pochorować 7 dni i wtedy dostaniesz upragnione tabletki. Ichniejsze podejście jest jednak zasadne. Zbyt częste przyjmowanie antybiotyków powoduje to, że się na nie uodparniamy. Dlatego nie spieszno im z wydawaniem ich na lewo i prawo.

Moja druga wizyta dotyczyła już sprawy stricte związanej ze mną. Niestety doszło do sytuacji, w której musiałem prędko udać się na wizytę do lekarza.

W niedzielę wieczorem przybył do nas kot, którym mieliśmy się zaopiekować przez niecały tydzień. Właścicielka leciała do Polski, a my z ochotą zgodziliśmy się zaopiekować Eryką. Niby wszystko w porządku, ale nie otrzymaliśmy informacji, że kot ma historię atakowania innych zwierząt.

brytyjska służba zdrowia

Tego samego wieczoru kotka rzuciła się na naszego kota. Była to scena, której nigdy w życiu nie widziałem. Dwa na maksa najeżone i „krzyczące” koty walczące w rogu naszego mieszkania. Sara krzyknęła zszokowana i zarazem przerażona, a ja (niemądrze) wkroczyłem między zwierzęta łapiąc naszego czarnego futrzaka i biegnąc z nim do łazienki.

Niestety kotka podążyła za mną i nawet próbowała się po mnie wdrapać żeby dotrzeć do Rebelka. Wybiegłem z łazienki zamykając za sobą drzwi i atakujące zwierzę w środku. Okazało się, że polała się krew. Na moim nadgarstku widniały dziury po odciśniętych kocich zębach.

 

Coś jest nie tak

Nadgarstek spuchł i bolał, ale niczego innego się nie spodziewałem. W końcu zostałem ugryziony. W tym całym ferworze nie zarejestrowałem nawet, który kot mnie ugryzł. Cały poniedziałek trochę musiałem pocierpieć. Niestety mój stan się nie zmienił.

Budząc się we wtorek rano zauważyłem, że okolice jednej z dziur po ugryzieniu zrobiły się mocno różowe. Nadgarstek zdawał się boleć bardziej niż dzień wcześniej. Wiedziałem co to wszystko oznacza, wizyta u lekarza. W sumie liczyłem się z taką ewentualnością od dnia zdarzenia.

brytyjska służba zdrowia

Ubrałem się i poszedłem do pracy z zamysłem wcześniejszego wyjścia i udania się na wizytę około południa. Całe szczęście w Wielkiej Brytanii mają centra w Londynie, do których możesz po prostu wejść mając nagły przypadek. Rejestrujesz się i czekasz na swoją kolejkę.

 

Było bardzo miło, aż za miło

Wszedłem, zarejestrowałem się, a Pani wyraziła mi swoje współczucie poprzez długi jęk podobny do takiego, który kobiety robią widząc małe szczeniaki lub kocięta. Najwidoczniej musiało jej być żal, że tak urocze zwierzę jak kot musiało mnie ugryźć. Nie odważyłem się zapytać jakim złym człowiekiem musiałem być żeby zasłużyć sobie na taki akt przemocy. 

Po niecałych dwudziestu minutach usłyszałem dźwięk, który mógłby być moim imieniem i nazwiskiem wymówionym przez Brytyjkę. To zawsze jest podchwytliwy moment. Nie wiesz czy to Ciebie wołają czy jakiegoś innego obcokrajowca. Zaryzykowałem i udałem się do gabinetu na pierwszy etap, który polega na ocenie mojego problemu i tego czy są w stanie mi pomóc czy jest jednak zbyt poważny i muszę udać się do szpitala.

Tu ponownie uderza mnie brytyjska uprzejmość. „Usiądź sobie kochanie i nic się nie martw, zajmiemy się Tobą”. Niby nic, ale humor mi się poprawia. Pani szybko sprawdza jak daleko posunęło się moje zakażenie na prawej ręce, a ja w międzyczasie liczę na to, że uda się to załatwić u nich i to tylko antybiotykiem. Na szczęście nie jest to etap zaawansowany i ponownie trafiam na poczekalnię. Tym razem w oczekiwaniu na konsultację.

brytyjska służba zdrowia

Po około godzinie trafiłem do Ian’a, który mnie wypytał, zbadał, przypisał i wydał antybiotyk. Do tego nadal nie mogę się przyzwyczaić. Dostałem antybiotyk z szafy, za który zapłaciłem jedynie 8.60 GBP. Oszczędziło mi to masę czasu i nerwów związanych z bieganiem po aptekach. Przede wszystkich oszczędziło mi to bólu chodzenia z napuchniętą dłonią. W tym ostatnim akcie mojej wizyty w brytyjskiej służbie zdrowia Ian był tak miły, że aż mnie zakłopotał. Rozpiął i zapiął mi koszulę, a nawet chciał wziąć i zanieść mi mój plecak do recepcji gdzie miałem zapłacić za lek. Dziwne uczucie gdy ktoś chce Ci pomóc aż do tego stopnia, że czujesz się traktowany specjalnie. W sumie z dwóch skrajności to lepiej w tę stronę.

Cała wizyta zajęła mi około dwóch godzin i była bardzo pozytywnym przeżyciem od momentu rejestracji do wyjścia z przychodni. Obsługa klienta w Wielkiej Brytanii jest naprawdę na przyzwoitym poziomie i to nie tylko w służbie zdrowia. Chciałbym trochę tego podejścia zaszczepić w Polsce. 🙂 

Jeśli ten wpis był dla Ciebie choć trochę interesujący to zachęcam do polubienia mój fanpage na facebooku.