Londyn, Przemyślenia

Atak w Londynie – tydzień po zamachu

Nigdy nie sądziłem, że zostanę aktywnym komentatorem zamachów terrorystycznych. Niestety mamy dopiero początek czerwca, a doszło już do trzech incydentów z czego dwa ataki zostały przeprowadzone w Londynie, w którym mieszkam od sierpnia 2015 roku.

Błoga nieświadomość

Kiedy mieszkałem jeszcze w Polsce w małej miejscowości w województwie Opolskim coś takiego jak terroryzm było hasłem znanym głównie z mediów. Nie żyłem w wielomilionowej metropolii, więc mogłem cieszyć się bezpieczeństwem. Nie doceniałem tego co mam, bo było to dla mnie czymś kompletnie normalnym.

Zamach w Paryżu

Bardzo zapadł mi w pamięć dzień zamachów w Paryżu. Był to 13 listopada 2015 roku. Krótko po naszej przeprowadzce do Londynu. Był to moment w życiu, w którym zrozumiałem, że ja też mogę być dotknięty takimi tragicznymi wydarzeniami. Mogę nawet stracić życie będąc w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Tym bardziej, że stadion Wembley mam tuż obok.

Dla przypomnienia. W 2015 roku w Paryżu doszło do największego ataku od czasu II wojny światowej, w którym zginęło 130 osób. Przeprowadzono trzy skoordynowane wybuchy i kilka strzelanin. Wzięto zakładników, którzy brali udział w koncercie. Akt terroru na wielką skalę.

Pierwszy atak w Londynie – Westminster

O tym wydarzeniu pisała Sara. W drugiej połowie marca islamski terrorysta wjechał samochodem w przechodniów po czym wysiadł z wehikułu i podbiegł do policjanta stojącego u bramy wjazdowej do parlamentu, którego zabił przy użyciu noża.

Pamiętam, że siedząc w pracy otworzyłem mapę aby sprawdzić jak daleko ode mnie doszło do ataku. Niepocieszający okazał się wynik moich poszukiwań – 10 minut pieszo.

Zamach w Manchesterze

Dokładnie dwa miesiące po Westminster, 22 maja doszło do kolejnej tragedii. Na jednym z koncertów w Manchesterze wysadził się zamachowiec samobójca. Również powiązany w państwem islamskim. Był to najbardziej krwawy zamach od lipca 2005 kiedy to doszło do ataku bombowego w londyńskim metrze.

I chociaż był to Manchester, a nie Londyn to muszę przyznać, że zacząłem się czuć niepewnie. Dla niektórych mogą to być obrazki oglądane w telewizorze. Dla mnie są to wydarzenia, które dzieją się tu i teraz, tuż obok mnie.

Drugi atak w Londynie – London Bridge

Niestety na kolejną styuację długo nie było trzeba czekać. 2 tygodnie po Manchesterze dochodzi do drugiego już w tym roku ataku w Londynie. Rozpoczęcie było bardzo podobne, wjechanie w przechodniów samochodem. Następnie trzech oprawców wyszło z nożami dźgając niewinnych przechodniów i terroryzując okolicę.

W sumie zginęło 8 osób. Jednym z zabitych jest pracownik mojej firmy, który do Londynu przyjechał w celach turystycznych. Kolejny szok i niedowierzanie. Poniekąd kolega z pracy.

Moment, w którym zaczynam się czuć niepewnie

Nigdy nie spodziewałbym się, że pierwsza połowa roku 2017 będzie obfitowała w tak tragiczne wydarzenia na wyspach. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie miało to żadnego wpływu na mnie. Owszem czuję się trochę niepewnie podróżując do i z pracy, bo nigdy nie wiesz co się może wydarzyć. Jestem świadomy, że istnieje szansa kolejnych niebezpiecznych zdarzeń, w których tym razem ja mogę brać udział. I chociaż zaraz po usłyszeniu informacji o kolejnych atakach w Londynie Sara powiedziała: wracamy do Polski, to jednak te plany nie zmaterializują się szybko.

Pomyśleć jeszcze, że do tego terroru doszło w sobotę wieczorem. Po pięknym, ciepłym i słonecznym dniu gdzie mnóstwo osób było na zewnątrz oglądając finał Ligi Mistrzów lub po prostu zwiedzając stolicę.

Brytyjski humor

Podczas ostatniego ataku, w którym trzech napastników terroryzowało okolicę doszło do niespotykanej sytuacji. Roy Larner spędzał spokojny wieczór wypijając cztery lub pięć piw w pubie. Usłyszał nawoływanie o Allahu i Islamie. Miał on na to swoją własną odpowiedź: Fuck it! I am Millwall! Ściągnął na siebie uwagę oprawców, którzy ruszyli w jego stronę. Następnie stoczył samotną walkę z nożownikami dając tym samym czas innym ludziom na ucieczkę.

Został dźgnięty 8 razy, ale przeżył i ma się dobrze. Dochodzi do siebie w szpitalu. Za swoje działania dostał okrzyknięty lwem z London Bridge.

Najśmieszniejszy jest jednak prezent, który dostał od swoich przyjaciół, czasopismo: learn to run (naucz się biegać). Jak widać Anglicy mają czarny humor we krwii i nawet z takich rzeczy potrafią się śmiać.

atak-w-londynie