Kariera

Dlaczego odszedłem z pracy po 2 miesiącach?

pracy

Jeszcze niedawno pisałem o tym, że idę do nowej pracy. Bardziej odpowiednie jest powiedzenie, że raczej odszedłem ze starej. Niestety sprawy potyczyły się w ten sposób, że już po kilku tygodniach musiałem powtórzyć cały proces wyjścia i poszukiwań czegoś nowego. Ułożyło się, ale jak do tego doszło? Opowieść jak władowałem się w taką kabałę poniżej.

W związku z tym, że w mojej pierwszej pracy w Londynie opcje awansu i dostania stałej umowy (pracowałem na 6 miesięcznych kontraktach) nie za bardzo wchodziły w grę plus brak jakiejkolwiek jasnej ścieżki kariery, zdecydowałem, że czas na zmiany. Ludzie z którymi pracowałem byli fajni, ale nie oszukujmy się. Nie pracuje się w danym miejscu jedynie ze względu na ludzi, a kiedy praca jest bez perspektyw to w naszym obowiązku jest zadbać o siebie. Tak też zrobiłem. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Targetowanie firmy

Z firmy reklamowej chciałem wrócić do otoczenia inżynieryjnego w którym się wychowałem w pierwszej pracy. Ludzie wydawali mi się bardziej poukładani i łatwiej mi się z nimi dogadywało, bo jednak umysły ścisłe.

Znalazłem w internetach coś co by do mnie pasowało. Jedna z największych niemieckich firm, największy projekt inżynieryjno-konstrukcyjny w Europie i stanowisko na którym miałem doświadczenie. Wszystko fajnie, warto dodać do CV żeby lepiej wyglądało dlaczego nie.

Rozmowa kwalifikacyjna

Dostałem zaproszenie na rozmowę, jak się okazało pierwszą i ostatnią. Manager okazał się świetnym kolesiem i już od początku nadawaliśmy na podobnych falach. Jest to dla mnie bardzo ważny czynnik, bo jednak chcę pracować pod kimś z kim się dogaduję. Nie będę sobie życia utrudniał i szedł do pracy w której są fajne pieniądze przelewane raz w miesiącu, a mam do dupy szefa przez 21 dni w miesiącu. Gra nie warta świeczki.

Po krótkiej rozmowie i wymianie doświadczeń doszło do rozmowy o wynagrodzeniu gdzie się trochę rozminęliśmy, ale wliczając bonus i stałą umowę plus opłacanie kursu (około 8 000 – 10 000 zł) skalkulowałem, że wciąż opłaca mi się tam pracować. Super sprawa.

W związku z tym, że manager sam pracował w tej firmie około pół roku krótko opowiedział o swoich wrażeniach, podsumował: jest to firma dla której warto pracować.

IT

Postaram się tutaj nie wyklinać, ale ciężko nie zacząć zdania od kur… Umowę podpisałem w ostatnim tygodniu listopada, dołączałem w styczniu. Mieli mnóstwo czasu, 6 tygodni. Przychodzę pierwszego dnia i nie mam na czym pracować.

Mój manager wygrzebuje starego chyba z 6 letniego laptopa, który uruchamia się 15 minut, ledwo co działa. Mój sprzęt dojeżdża po 3 tygodniach czyli pod koniec stycznia. Brak jakiegokolwiek wsparcia w tym czasie, sam muszę szukać ludzi, którzy się tym zajmują i ich „ścigać”.

Ktoś może powiedzieć, że tak jest wszędzie, ale dla mnie to nie argument. Tym bardziej, że podczas rozmów kwalifikacyjncyh wszyscy są profesjonalistami przez duże P.

Coś jest nie tak

Zespół był mały, 5 osobowy co akurat nie ma znaczenia. Manager i 2 grupy dwuosobowe ogarniające po jednym projekcie. To siedzimy, po lewej mój przełożony, po prawej moja nowa koleżanka z którą mamy ogarniać projekt.

Pada pytanie z lewej do mojej koleżanki o lokalizację jakiegoś raportu i pada też odpowiedź w stylu: jest tam gdzie zawsze na serwerze, wysyłałam ci maila, znajdź sobie. Do tego to wszystko było wypowiedziane takim tonem, że ja podniosłem głowę, bo w ten sposób to się nie zwracasz do nikogo o ile nie masz z kimś problemu.

Podobna sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Za każdym razem nie do końca łapałem o co chodzi.

Karty na stół

I po 2 tygodniach mam spotkanie z moim szefem, typowe ustalanie celów dla nowego. Spotkanie 30 minutowe przerodziło się w 1,5h. Okazało się, że moja koleżanka ma jakiś problem do mojego i jej zarazem managera. W szczegółach nie wiadomo jaki. Po prostu w ten sposób się zachowuje. Pracuje tam najdłużej, wie co robi, a resztę ma trochę w dupie. Ma innych swoich znajomków w biurze.

Mało tego, dziewczyny z naszego zespołu, ale z drugiego projektu nie trawi i w ogóle z nią nie rozmawia. Ponoć był jakiś przypał na początku kiedy tamta dołączała i siedząca po mojej prawej kazała jej czekać w firmowej kuchni żeby ktoś po nią przyszedł. Czekała 20 minut i w końcu poszła powiedzieć, że przecież może usiąść przy swoim biurku (logiczne), a ta: ja ci kazałam czekać w kuchni.

I się zaczęło, a raczej skończyło.

Sytuacja mega patologiczna kiedy twoja nowa znajoma nie uznaje wspólnego przełożonego, w ogóle nie okazuje mu szacunku jak człowiek człowiekowi, a do tego nie rozmawia z inną dziewczyną. To wszystko w tak małym zespole.

Inni też zauważyli jej zachowanie i wspomnieli naszemu liderowi żeby z nią porozmawiał, bo tak po prostu nie wypada.

Dowiedziałem się też, że mam być lekiem na cale zło i są ze mną wiązane nadzieje na uleczenie atmosfery w zespole. Atmosfery, ktora nie zmienia się od ostatnich 5 miesięciu. Olaboga, nie było tego w opisie stanowiska…

Najlepsze zdanie padło od mojego managera na koniec: „Ja chyba popełniłem błąd dołączając do tej firmy”.

Badum tsss, szkoda, że kilka tygodni wcześniej mnie zachęcał. Trochę osłupiałem na takie stwierdzenie. No, ale cóż, takie jest życie.

Doszło do tego, że moja rola okazała się być dużo bardziej administracyjna niż miała być i postanowiłem zaktualizować swoje CV.

Nie te standardy pracy

Są rzeczy, które uważam, że są poniżej pewnego minimalnego poziomu wymaganego od ludzi szumnie nazywanych profesjonalistami. Taką właśnie jest biurowa polityka i jakieś spory.

Nie może mi to przejść przez mój ciasny umysł ponieważ takie personalne animozje powodują, że wszystko jest robione dłużej, wolniej i w negatywnej atmosferze. Tym bardziej, że pobieramy wynagrodzenie nie za lubienie siebie tylko za wykonywanie pewnych zadań. Utruudnianie komunikacji jest totalnie bezsensowne.

I chociaż z każdym z osobna się dogadywałem bez problemu to razem jako zespół było beznadziejnie.

Na szczęście zawsze jest wyjście z sytuacji, dopiero co minął 4 tydzień w mojej nowej roli. Więcej pieniędzy, bliżej z domu i przede wszystkim ludzie, którzy dążą do tego samego celu. Warto było targać się przez proces poszukiwania i rekrutacji.