Kariera

Jak bank wyrolował mnie z ofertą pracy – dwa razy, część 2

bank

Wracam z drugą odsłoną historii związaną z moją pierwszą rozmową kwalifikacyjną i potencjalną pracą. Jeśli nie wiesz co wydarzyło się wcześniej to polecam szybko to nadrobić. Ogólnie to ja, bank i praca, którą miałem zacząć za parę tygodni.

W godzinach przedpołudniowych, z uśmiechem na twarzy wchodzę do niedużego oddziału banku, w którym to już za miesiąc miałem rozpoczynać swoją profesjonalną karierę. Przywitałem się z dwoma siedzącymi tam dziewczynami, w końcu będziemy kolegami z pracy, więc trzeba budować relacje i zapytałem o Panią Anię.

Pani dyrektor wyszła ze swojego biura z uśmiechem i krótko uścisnęła mi dłoń. Zdarza mi się być człowiekiem wylewnym i akurat w tamtym dosyć pozytywnym momencie wyraziłem swoją radość z tego, że niedługo już będziemy współpracowali i zaskocznie, że jednak to ja dostałem tę pracę. Zapytałem też czy czegoś nie muszę zrobić przed, na przykład przynieść dokumentów, świadectw czy czegokolwiek sobie tylko życzą.

Nie ma Pan doświadczenia

Pani Ania zaczyna mi oświadczać, że tej oferty pracy jednak nie dostanę, bo nie mam doświadczenia. W jednej chwili mnie zamurowało. Coś jest nie tak. Nie wiedziałem czy to jest jakiś żart, czy to tak na serio. Odpowiedziałem: przecież powiedziała mi Pani przez telefon, że dostaję tę pracę z umową na stałe i będę jechał niedługo na szkolenie.

Niestety dla mnie usłyszałem, że bank nie może pozwolić sobie na takie ryzyko i zatrudnić osoby, która nie ma doświadczenia i jedyne co mogą mi zaproponować to staż lub praktyki. Po prostu wycofali się z wcześniej złożonej oferty.

Nie przeklinałem, nie krzyczałem i niczym w nich nie rzuciłem (a szkoda, może trzeba było). Pożegnałem się i wyszedłem to wszystko przełknąć.

Było nieprzyjemnie. Już myślałem, że udało mi się wyrwać z bezrobocia i to prosto do bankowości, branży związanej z moim wykształceniem i ambicjami. Nie, ja musiałem skończyć w punkcie wyjścia. Aż chce się przez chwilę zagrać ofiarę i powiedzieć: „no ku**a, czym sobie zasłużyłem?”

Obowiązkowa praktyka

Z bankiem i Panią Anią się rozstaliśmy. Miesiące między czerwcem a listopadem spędziłem na kolejnym nic nie znaczącym stażu. W międzyczasie moja uczelnia zaanonsowała nam, że musimy odbyć obowiązkowe, 4 tygodniowe praktyki studenckie. Oczywiście darmowe. Kilka osób wyraziło swoje zbulwersowanie, że jak to tak praktyki skoro my jesteśmy studentami zaocznymi i niektórzy z nas pracują.

Ja takiego „problemu” nie miałem, bo znowu wróciłem na listę bezrobotnych w naszym Powiatowym Urzędzie Pracy, więc miałem mnóstwo czasu na realizowanie tego typu wytycznych akademickich.

Objawił się geniusz

No przecież, że nie mogę zachowywać się jak normalny człowiek i poszukać sobie jakichś sensownych praktyk, które mogą doprowadzić do hmmm, no nie wiem czego, na przykład pracy?

Nie. Ja musiałem być sprytniejszy od wszystkich i załatwić to małym kosztem. Moim genialnym pomysłem było odbycie praktyk w tym samym banku, w którym już prawie pracowałem.

Myślałem wtedy, że skoro już mnie znają to dostanę te praktyki od tak po prostu. Bez stawania na rzęsach. Pójdę, zrobię swoje i będzie odhaczone.

Jak pomyślałem tak też zrobiłem, praktyki miałem zaczynać 2 stycznia 2012 roku.

Oliwa zawsze sprawiedliwa

Wyszykowałem się jak na studniówkę i ruszyłem na mój pierwszy dzień u niedoszłego pracodawcy. Ponownie zapytałem o Panią Anię. Tym razem jej nie było i zajął się mną Marcin. Dostałem swoją lekturę, zasady BHP, IT i inne tego typu regulaminy obowiązujące w instytucji typu bank. Cóż poradzić, swoje trzeba odrobić.

Godziny mijały i Pani Ani jak nie było tak nie ma. W końcu załoga banku mnie wtajemniczyła.

31 grudnia 2011 do banku przyjechało dwóch poważnie wyglądających panów w ciemnych garniturach, którzy oznaczeni zostali jako ci „z centrali”. W związku z tym, że przyjeżdżali zaraz po świętach to nie przyjechali z pustymi rękami. Co to to nie. Przywieźli ze sobą zwolnienie dla Pani dyrektor.

Dlatego jej nie spotkałem, była na wypowiedzeniu.

Dlaczego mnie nie przyjęli za pierwszym razem

W związku z tym, że głowy oddziału nie było to przez całe 4 tygodnie wspomagałem Marcina, doradcę klienta biznesowego. Nawiązaliśmy całkiem przyjazną relację. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy m.in tego dlaczego nie zostałem zatrudniony ponad pół roku temu. Okazało się, że winowajcą jest właśnie Marcin. Kolega Ani, którego próbowała przekonać aby przeszedł z innego banku i pracował razem z nią. Jak możecie się domyślić Marcin nie chciał tego zrobić w momencie, w którym ja akurat odbywałem rozmowę kwalifikacyjną, ale 2 tygodnie później zgodził się, dlatego mnie wyrolowali.

Wniosek? Nie kantujcie mnie, bo stracicie stanowisko! 🙂

Raz wpadła nawet ex-dyrektorka, która przeprosiła mnie za to, że wtedy wyszło jak wyszło i powiedziała, że byłem najlepszym kandydatem. Moja rozmowa kwalifikacyjna wypadła lepiej niż niejednego doświadczonego pracownika wlicząc jednego szefa oddziału.

Nowe czasy – podejście numer 2

W związku z tym, że koleżanka Marcina została zwolniona, atmosfera bardzo się zmieniła. Pieczę na oddziałem tymczasowo sprawował dyrektor regionalny, którego Marcin nigdy za bardzo nie lubił, a wcześniej nie musiał mieć z nim zbyt wiele do czynienia.

Kiedy w końcu znaleziono kogoś za Anię to bardzo szybko było widać, że panowie się nie polubili. Bardzo możliwe, że ktokolwiek by się nie pojawił na miejscu po dyrektorce to Marcin zaregował by tak samo, niechęcią. Nikt mu koleżanki nie był w stanie zastąpić. W związku z okolicznościami postanowił zmienić pracę, a ja zostałem rekomendowany na to stanowisko.

Niemal rok po oryginalnej rozmowie znowu siedziałem w tym samym pomieszczeniu. Tym razem przesłuchiwany byłem przez regionalnego, a moje CV zostało zmodyfikowane i nie zawierało już zainteresowań. Żadnych.

Rozmowa poszła dużo lepiej niż ta pierwsza. Przynajmniej w moim mniemaniu. Dyrektor był pod wrażeniem, że w takim wieku interesuję się wydarzeniami gospodarczymi na świecie. Zeszło nam głównie na omawianiu wzrostu gospodarczego Polski i tego jak gonimy zachód. Wszystko fajnie.

Aaa, byłbym zapomniał. Wyceniłem się na więcej niż 1100 zł. 🙂

Historia lubi się powtarzać

Marcin lobbował za mną cały czas starając się, abym był najsilniejszym kandydatem w wyścigu o pozycję po nim. Znałem już dyrektora regionalnego i obecnego szefa oddziału. No co mogło mi stanąć na przeszkodzie? Już chyba nic. 🙂

Chyba, bo nowy dyrektor wywinął dokładnie taki sam numer co stary. Przekonał swoją znajomą aby przeszła z innego oddziału tego samego banku do miejsca, w którym on teraz pracuje. Przekonać mu się udało i ja dostałem zwrotkę wyjaśniającą co zaszło z uzasadnieniem, że bank przyoszczędzi na kosztach szkolenia. Znowu byłem najlepszy i znowu bank mnie wyrolował.

Do trzech razy sztuka

Gdyby komuś się wydawało, że to koniec historii to natychmiast wyprowadzam z błędu. Minęło kilka następnych miesięcy, które spędziłem na pracach dorywczych tu i tam. Dopiero w listopadzie 2012 coś się u mnie zmieniło i dostałem najpierw kolejną praktykę, a później umowę zlecenie na 3 miesiące w dziale finansowym.

W ostatni pracujący dzień grudnia wróciłem wcześniej do domu. Dzwoni telefon. Odbieram.

Rozmówca: Dzień dobry, tutaj dyrektor X z banku Y, ma Pan chwilę?

Ja: Dzień dobry, tak.

Dyrektor: Pani, która pracuje u nas jako doradca klienta biznesowego przechodzi na urlop macierzyński. Czy byłby Pan zainteresowany 12 miesięcznym kontraktem na ten okres?

Ja: Nie, dziękuję. 🙂

Dyrektor: Ok, dziękuję za rozmowę. Do widzenia.

Ja: Do widzenia.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że ta propozycja to była już bezczelność. W szczególności biorąc pod uwagę to co już razem przeszliśmy. Chociaż wtedy miałem jedynie umowę na 3 miesiące, za mniejsze pieniądze to nie mogłem się zgodzić na pracę w instytucji, z którą mam już historię.

Wnioski

Najważniejsze czego się nauczyłem z tej całej kilkunastomiesięcznej historii to to żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Dwa razy już prawie tam pracowałem i dwa razy bank zmienił zdanie.

Obecnie nigdy nie składam wypowiedzenia dopóki nie mam podpisanej nowej umowy w ręce. Zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza. 🙂

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dowiedziałem się co wpisywać w CV, a czego nie i jak lepiej wycenić siebie na rynku pracy.

Nie zapominajmy o najważniejszej rzeczy. Stolicą Madagaskaru jest Antananarywa.